Opowiadanie powstało jeszcze za czasów licealnych.
A wiec ile ona ma teraz lat, że publikuje tak głupie rzeczy? - pomyślała większość czytelników
~~~
Punkt 23, opustoszałe ulice i zgaszone latarnie przyprawiają o dreszcze każdego, kto zmuszony jest wychylić nos z ciepłego, bezpiecznego mieszkania. Nawet okoliczny gang umyka ze strachem do domu zaraz po zapadnięciu zmroku. Jednak tuż przy obrzeżach tego małego miasteczka w egipskich ciemnościach pracuje on - nieustraszony Gerwazy.
Odważny grabarz, uzbrojony jedynie w grabie, już od długich lat prowadzi heroiczną walkę o spokój zmarłych. Niestraszne mu duchy i wampiry. Odważnie odgania nielicznych natrętów, walczy z jesiennymi liśćmi, zimą ze stoickim spokojem odgarnia wciąż padający śnieg oraz zabija wszelkich kanibali (począwszy od insektów, na wszelkich szczurach i myszach skończywszy), którzy bezczeszczą biedne ciała pogrążone w wiecznym śnie. Jednak za dnia pan Gerwazy jest sympatycznym staruszkiem odzianym w swoje nieśmiertelne, przykrótkie spodnie, ukazujące w całej okazałości owłosione kostki, włożoną w nie hawajską koszulę, a także, podczas zimniejszych dni, w długi szary płaszcz, który w zestawieniu z długą, gęstą brodą i dużymi okularami nadaje mu wygląd wesołego dziadka-pedofila. Nasz grabarz ma również przyjaciela. Eleonora towarzyszy mu od najwcześniejszych chwil, w latach świetności była piękną fioletową skarpetką w żółte groszki, jednak regularnie pranie przez troskliwego pedanta, jakim jest Gerwazy sprawiło, że straciła swe kolory na rzecz szarości i paru mniejszych dziur. Szara czy kolorowa, była jedyną i oddaną przyjaciółką Gerwazego. Każdego ranka osadzona na zniszczonej pracą dłoni Gerwazego spijała słowa z jego ust. Była dobrym słuchaczem, nigdy mu nie przeszkadzała. Pomyślisz sobie, że nie ma w tym nic dziwnego, bo każdy dureń wie, że zwykłe skarpetki nie potrafią mówić. Jednak ja k każda cząstka życia (i ubioru) Gerwazego, owa skarpetka była niezwykła. Wykradziona z ruskiego targu pewnego Murzyna już od pierwszej chwili ukazała swoją wyjątkowość. Otóż Eleonora potrafiła komunikować się ze swoim przyjacielem. Oczywiście nie werbalnie, a telepatycznie. Biedny Gerwazy nie miał jednak zbyt wiele czasu na rozmowy z przyjaciółką, gdyż zmuszony był chodzić do pracy.
Codziennie o godzinie 19 brał klucze, kładł spać Eleonorę, zdejmował z wieszaka stojącego naprzeciwko drzwi swój płaszcza i spieszył na cmentarz. Lecz tego dnia było inaczej. Ledwo wszedł do swojego królestwa, gdy zaskoczyło go dwóch obcych przybyszów. Nieustraszony grabarz chciał ich przegonić, by nie zakłócali spokoju zmarłych. Mężczyźni ubrani w białe fartuchy i czepki na włosach przypominali Gerwazemu członków sekty "czerwonego Mohikanina", z którymi już nieraz miał do czynienia. Zdarzyło się, że spotykał ich, kiedy pogrążeni w swych okultystycznych rytuałach jedli koty i pili krew. Ale zazwyczaj wielki raban i wymachiwanie grabiami wystarczyło, by ich przegonić. Wtedy zazwyczaj uciekali w popłochu i nie pokazywali swych zakazanych twarzy co najmniej przez miesiąc. Tak więc Gerwazy zakasał rękawy niczym szeryf z Dzikiego Zachodu i pobiegł do przybyszów, w międzyczasie porywając swoje jedyne oręże - grabie, którymi dziko i niestrudzenie wymachiwał.
-O boże, on myśli, że jest grabarzem - wykrzyknął jeden z przybyszów. Co dziwne, mężczyźni patrzyli na niego pobłażliwe i nawet nie zaczęli uciekać, jak to mieli w zwyczaju. Mało tego, mieli czelność myśleć, że nie jest grabarzem. W tym momencie w głowie Gerwazego zrodziła się nowa myśl: "Może to nie członkowie sekty "czerwonego", a zwyczajni ćpuni. Wtedy nie byłoby za ciekawie, z nimi nie tak łatwo sobie poradzić". Dobrze pamiętał, kiedy zaraz po wojnie, na jego cmentarz przyszli "tacy". Obdarte spodnie, długie włosy i zamglony wzrok, rozłożyli się na cudzych grobach i opowiadali o fantastycznym równoległym świecie. Wyłącznie dzięki niebywałemu sprytowi, Gerwazy mógł się ich pozbyć. "Skoro wtedy się udało, to i teraz się uda" pomyślał i stanął w bezpiecznej odległości od przybyszów.
-Drodzy panowie, proszę stąd iść. To miejsce, w którym powinien panować spokój i cisza - postanowił zacząć kulturalnie, jednak śmiech obcych uświadomił mu, że to raczej nie poskutkowało
-Siostro! Kaftan do 216 i jakieś leki na uspokojenie, gdy się obudzi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz